Igor Pielas stworzył firmę, która produkuje rowery z bambusa i jednocześnie pomaga mieszkańcom Afryki – starszym daje prace, młodszym funduje szkolne stypendia.

 

To młody polski start-up, który próbuje połączyć biznes z pomaganiem. Młodzi Afrykanie ręcznie składają ramy do rowerów z rosnących w okolicy bambusów. Tworzą „serca” rowerów Asante Bamboo Bikes.

Młody Polak nawiązał kontakt z organizacją pozarządową, która zajmuje się wspieraniem edukacji w Ghanie. Stała się on jego lokalnym partnerem biznesowym, który w Afryce nadzoruje produkcję. – Na miejscu dajemy młodym ludziom pracę, która najczęściej jest dla nich pierwszą w życiu. Poza tym, możemy nauczyć ich tworzenia rowerów, a rower w Afryce to często jedyny środek komunikacji – tłumaczy Pielas.

26-latek przekonuje, że bambus, choć de facto to trawa, jako materiał na rowerową ramę jest idealny. – Jest unikalny, nie znajdziemy dwóch takich samych kawałków,  i ekologiczny – to najszybszy materiał odnawialny, dziennie może odrastać nawet na wysokość 90 cm. Do tego amortyzuje nierówności podłoża – wylicza zalety bambusowej ramy.

Zapewnia, że jest ona tak samo wytrzymała, jak ta z metalu. Spełnia te same normy i przechodzi te same testy. – Ma doskonałe właściwości techniczne, co sprawdzamy w laboratorium w Niemczech. Nie należy się też obawiać skutków polskiej aury – na ramę nakładane są trzy warstwy ochronne specjalnego lakieru, które chronią ją przed deszczem i słońcem – przekonuje szef Asante.

Ręczne wyprodukowanie każdej z ram zajmuje od 50 do 60 godzin. Następnie są one wysyłane drogą morską do Polski. W kraju, w jednym z warszawskich zakładów, następuje montaż już całych rowerów. Pozostałe komponenty jednośladów pochodzą z polskich lub włoskich fabryk. Bambusowy rower to koszt ok. 4 tys. zł. – Fakt, na polskim rynku jesteśmy traktowani jako klasa premium, a najczęstszym zarzutem stawianym wobec nas i naszych rowerów jest zbyt wysoka cena. Poza droższą ramą, doliczyć musimy unikalny design, duże koszty transportu i cła – tłumaczy Pielas.

W koszcie roweru jest jeszcze jedna „ukryta” kwota. To stypendium, które start-up funduje za każdy sprzedany rower. Firma opłaca uczniom jednej z ghańskich szkół podstawowych roczne stypendia o wartości 70 dolarów każde. Pomóc w rozwoju start-upu ma ekspansja zagraniczna. Wszedł już na rynek Wielkiej Brytanii i Szwecji. Kolejne w planach są Dania i Szwajcaria. – W ciągu pięciu lat chcemy sprzedawać na wszystkich rynkach  Europy Zachodniej i w Stanach Zjednoczonych.

fot. Asante Bamboo Bikes

 

fot. Asante Bamboo Bikes

 

fot. Asante Bamboo Bikes